7 Sty

AUTOTELICZNA GRUPA ODNIESIENIA

Zjawisko „braterskiego kręgu”, występujące w Polsce szlacheckiej sugeruje istnienie jakiegoś nieznanego rodzaju grupy odniesienia (patrz: Merton 1982). Z pewnością nie była to „normatywna” grupa odniesienia. Wewnętrzny ład kręgu braterstwa traktowano bowiem jako dany z więzi krwi, a więc naturalny. Szlachta nie tworzyła też porównawczej grupy odniesienia. Choć niektórzy jej członkowie próbowali czasami demonstrować swą przewagę, nie chodziło o prze­konanie innych o wyższości własnego statusu społecznego, ale o „pokazanie się”.Trudno również uznać „braterski krąg” za grupę „członkowskiego uczestnictwa”. Była grupą zamkniętą; zasadniczo można było wejść do niej tylko przez urodzenie. Nie dawała ona poczucia przynależności do jakiegoś abstrakcyjnego ciała, do grupy „my” jako przeciwstawnej grupie „oni”. Ze społecznego (nie zaś ekonomicznego, politycznego czy militarnego) punktu widzenia żadni „oni” nie istnieli. Przy­należność do tej grupy wiązała się z konkretnym odniesieniem do panów-braci lub do sąsiedzkiej społeczności.

7 Sty

SPONTANICZNE LEGENDY

Początkowo legendy rodziły się spontanicznie i tylko najbardziej przekonujące spośród nich stawały się następnie, w wyniku selekcji, częścią naturalnego systemu wierzeń. Kiedy zdano sobie sprawę z ich użyteczności – w sensie nie tyle poznawczym co emocjonalnym – owe utopijne opisy rzeczywistości społecznej stały się akceptowanymi wzorami społecznej komunikacji. Działania i instytucje pozostające poza kręgiem tych utopii były natomiast lekceważone. Czesław Miłosz, emigracyjny profesor i genialny poeta, zasadniczo nieznany poza wąskim kręgiem intelektualnej elity i pomijany przez badaczy, stał się w Polsce niemal bożyszczem po wyróżnieniu go Nagrodą No­bla. Nagroda ta dała początek mitowi, mit stworzył sławę, a sława stworzyła poetę o międzynarodowym rozgłosie. Polska żądza legendy okazała się zdolna do kreowania jeszcze jednego, społecznie potrzeb­nego poety-bohatera we właściwym momencie dziejowym, przy ma­sowym poparciu ze strony ruchu „Solidarności”.

7 Sty

NAGROMADZONE DOŚWIADCZENIE

Im bardziej Polacy są bez zarzutu i niewinni, tym większa należy się im nagroda. Niezrozumiałe przekonanie, że własne patriotyczne obowiązki muszą stać się udziałem innych narodów było, i nadal jest podstawą Weltanschauung polskiego patrioty. Oczywiście, jest spra­wą absolutnie bezdyskusyjną, że każdy Polak również jest zobowią­zany do oddania życia za ojczyznę, lecz przyczynowy związek między jego bohaterstwem a oczekiwanym odrodzeniem Polski, nie jest z punktu widzenia patriotów istotną kwestią. Nagromadzone doświadczenie uczy Polaków, że mając za sąsia­dów dwa agresywne kraje – oba militarnie potężniejsze od Polski a przy tym sprawujące nad swą ludnością rządy autorytarne (inne jed­nak w każdym z nich i różniące się pod względem skuteczności) oraz posiadające znaczną przewagę zasobów naturalnych – nie zdołają, polegając tylko na własnych możliwościach, osiągnąć nic trwałego. Ta sytuacja wzmogła jeszcze polską skłonność do ucieczki w zbio­rowe marzenia i wzmocniła powszechnie przekonanie o niezbędności zewnętrznej pomocy. Pod tym względem Polacy przypominają inne narody toczące rozpaczliwą walkę o niepodległość.

7 Sty

DOMINACJA KATOLICYZMU

Do wytworzenia tej postawy przyczynił się dominujący w Polsce katolicyzm. Katolicyzm propagował bowiem bierność, podsycając ją słodką wiarą, że jakaś interwencja „z góry” lub „z zewnątrz” zmieni nagle polską rzeczywistość i że powróci sytuacja tak droga „brater­skiemu sąsiedztwu”. Polacy oczekiwali, że Napoleon, Bóg lub Zachód porzucą wszystkie swoje zatrudnienia i uczynią wszystko, co tylko możliwe, aby Polacy byli szczęśliwi. John Le Carre nie przesadził zbytnio, pisząc:Nigdy nie rozumiałem, dlaczego tak wielu Polaków ma do nas słabość. Nasze ciągłe zdrady wobec ich kraju wydawały mi się zawsze tak haniebne, że będąc Pola­kiem plułbym na samą myśl o Anglikach, bez względu na to czy cierpiałbym z po­wodu Niemców, czy Rosjan – podczas gdy Anglicy pozostawili biednych Polaków na pastwę jednych i drugich zarazem. A z całą pewnością miałbym ochotę na podłożenie bomby pod tak zwany „wydział fachowy” angielskiego Foreign Office.

7 Sty

CZŁONKOWIE SPOŁECZEŃSTW

Wprawdzie członkowie wszystkich społeczeństw patrzą na fakty społeczne oczami tych, którzy ujmują je w z góry założonych znaczeniach, ale gotowość Polaków do akceptacji preparowanych na ich użytek sposobów pojmo­wania rzeczywistości przybrała skrajną postać. Ludzie mają na ogół skłonność do życia w klatkach osobistych iluzji, subiektywnych idei, przesądów i umysłowych konstrukcji, które przemawiają do ich poczucia zagrożenia, przywiązania i prio­rytetów. Jednakże w społeczeństwach bardziej złożonych starają się oni przystosować do społecznego otoczenia w sposób określony z góry przez rozmaite ideologiczne utopie. Traumatyczne wydarzenia w życiu narodu, szczególnie utrata niepodległości w XVIII w., zmusiły Polaków, pamiętających jeszcze świetną narodową prze­szłość, do ucieczki w nierzeczywisty świat marzeń. Z upodobaniem próbowali oni interpretować i wyjaśniać trudne położenie społeczno- -polityczne kraju za pomocą wymyślnych legend i w kategoriach nieza­służonych cierpień Podejście takie wyrastało częściowo z przeświadczenia, że każde nieszczęście powinno być odpowiednio wynagrodzone.

 

7 Sty

SKUTECZNA TECHNIKA

Technikę tę dość skutecznie rozwinęły dopiero nowe grupy społeczne, które wyłoniły się w wieku dwudzies­tym. Stosowana przez nie nowatorska strategia mitologizacji wywo­łała zawiść zwolenników tradycyjnego polskiego etosu, popychając ich do prób poszukiwania przeciwstawnych strategii, które umoż­liwiłyby zdyskredytowanie oponentów. W ten sposób w nieustający ruch wprawione zostało wahadło zawi­ści Wiąże się z tym inna ogólniejsza cecha Polaków: szczególna niezdol­ność do postrzegania rzeczywistości społecznej takiej, jaka ona jest. Sposób percepcji rzeczywistości w Polsce wyznaczany jest przez „rząd­ców dusz”, wizjonerów i samozwańczych przywódców. Polacy nie są w stanie rozpoznać natury procesów społecznych. Oczekują, że ktoś wskaże im sens tego, z czym się bezpośrednio zetknęli.

7 Sty

WŁASNA LEGENDA

Bardziej zaawansowaną postać mitotwórczej strategii przyniosły lata 1950-1962. Jej przykładem mogą być zabiegi dogmatycznego aparatczyka i zarazem profesora, który robił wszy­stko, aby otoczyć „nimbem” społecznego uznania innego partyjnego wykładowcę, zakładając w duchu, że usługa zostanie odwzajemniona. Jeśli własną legendę zdoła wykreować zbiorowość, wówczas wszyscy jej członkowie partycypują w zaszczytach, jakie ona przynosi. Rynek legend jest jednak ograniczony, a pula nagród z nią związanych jesz­cze szczuplejsza. Dlatego każda „grupa bohaterów” ma naturalną skłonność do dyskredytowania wszystkich pretendentów do tej roli, którzy nie należą do wspólnoty i w rzeczywistości dąży do ustano­wienia własnego monopolu. W przypadku tradycyjnego polskiego etosu „braterskiej wspólno­ty” użyteczność mitów jako efektywnego narzędzia społecznej inży­nierii nie była szerzej znana, a zjawisko legendy indywidualnej wys­tępowało tylko sporadycznie.

7 Sty

ZAAWANSOWANA STRATEGIA

W rezultacie spryciarz, któremu basowało wspierające mit lobby, zdobywał z miejsca przewagę nawet nad człowiekiem genialnym posługującym się narzędziem argumentu. Wykreowany przez mit męczennik stawał się przedmiotem obowiązkowej społecznej adoracji, szacunku i kultu. Nie musiał nawet stwarzać pozorów, że artykułuje swoje pragnienie, życzeniaKażdy z obywateli, dla których poniósł on przecież do­browolne ofiary, miał „święty” obowiązek wynagrodzić mu jego cier­pienia. Twórca mitu miał czyste ręce, o nic nie prosił, wahał się, a nawet wzbraniał przed przyjęciem jakiejkolwiek nagrody. Ostatecz­nie przyjmował ją ulegając prośbom, błaganiom i naciskom. Przyjmował, aby zamanifestować w ten sposób swoje oddanie „sprawie”.Zaawansowana strategia budowania legendy pojawia się w swej najprostszej postaci wówczas, gdy poszczególne jednostki rywalizują ze sobą, aby wykreować się na „bohaterów” politycznych, religijnych, narodowych, czy też rewizjonistów (walcząc przeciwko swym daw­nym sprzymierzeńcom).

7 Sty

DZIAŁAJĄCE JEDNOSTKI

Jednostki działające wewnątrz takiego systemu po pewnym czasie mogą nawet poprzeć istniejące przepisy prawne, aby zabezpieczyć własne, ustalone interesy. Tak właśnie było w „realnym socjalizmie”. Niezależnie od bezpośrednich korzyści, jakie daje „wspólnota”, ma ona dodatkowe, długofalowe skutki. Równie ważna jak bezpośred­nie efekty jest bowiem legendo- i mitotwórcza działalność, do której wspólnota jest zdolna. Legenda, społecznie uznana i ustalona, zaczyna funkcjonować „obiektywnie” i impersonalnie bez konieczności sta­łego jej odnawiania i niezależnie od tych, którzy są jej nosicielami. Podstawową funkcją takiej legendy jest podtrzymywanie narodu w znoszeniu przeciwności losu i zachowaniu tożsamości. W Polsce ten szczególny rodzaj mitologii nasilił się w dobie rozbiorów (1795- -1918).Po roku 1945 wzrosła inercja tych mitotwórczych procesów zarówno w związku ze „świadomą” strategią budowania legendy real­nego socjalizmu, jak i ze względu na opór społeczeństwa obywatel­skiego wobec socjalizmu tego typu.

7 Sty

FUNDAMENT LOJALNOŚCI

Fundament tego rodzaju lojalności tworzą więzi rodzinne, „drob­ne” wzajemne usługi, współudział w drobnych i wielkich przestęp­stwach albo we wzajemnie korzystnych, nieformalnych i nie całkiem legalnych prywatnych transakcjach, które stwarzają możliwość wza­jemnego szantażu w przypadku złamania obustronnie wiążącego kodeksu kolaboracji. Stosunki tego rodzaju rozrastają się w gęstą sieć. Staje się ona nowym, niezależnym czynnikiem społecznym wpły­wając na system społeczny, w którym stosunki takie się rozwijają. Pod wpływem brudnej wspólnoty każda instytucja, urząd, fabryka i orga­nizacja, niezależnie od oficjalnie deklarowanych własnych celów, służy jako półformalna struktura, dostarczająca stałego układu odnie­sienia dla niezliczonej ilości wspólnych prywatnych interesów i wza­jemnych powiązań.W „socjalistycznej” Polsce zjawisko to przybierało rozmaite formy. Na przykład – w zamian za pozytywną recenzję czyjejś pracy doktorskiej ktoś uzyskiwał możliwość spędzenia wakacji w uzdro­wisku morskim. W tej sytuacji formalny system prawny, niezależnie od jego wątpliwej skuteczności, staje się bardzo cenioną przykrywką.